Na celowniku: Magda Prochasek

magda prochasek

⊕: Jesteś aktorką, czy dobrze pamiętam, że jesteś po wydziale lalkarskim?

Tak 🙂

⊕: A opowiesz coś o tym?

Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna we Wrocławiu, wydział lalkarski, kierunek aktorski. Było to połączenie aktorstwa dramatycznego i technik lalkowych. Wspaniale rozwijający czas. Sporo pracowaliśmy nad etiudami, w których byliśmy aktorami, reżyserami, akustykami, a nawet działaliśmy z oświetleniem. To były bardzo cenne doświadczenia. Poza tym miałam okazję poznać, czym tak naprawdę jest teatr lalkowy. Niestety w naszym kraju często jeszcze budzi on skojarzenia czarnego parawanu i starych brzydkich kukieł. A jest już zupełnie inaczej! Poza tym gdyby spojrzeć bardziej na zachód, tam teatr lalek jest przede wszystkim zapierającym dech w piersiach, teatrem dla dorosłych, a aktorzy lalkarze, nie są marginalizowani w środowisku teatralnym. Polecam wszystkim zapoznanie się z twórczością np. Dudy Paiv`y – aktor lalkarz i tancerz jednocześnie. Cóż on wyprawia na scenie!

⊕: Pracowałaś po studiach w teatrze lalkowym?

Grałam w kilku przedstawieniach wykorzystujących techniki lalkowe. Natomiast jak to w życiu bywa, moja ścieżka zawodowa nieoczekiwanie zakręciła w nieco inne rejony.

⊕: No właśnie, jak to się stało, że grasz impro. Kto cię tym zaraził?

Po raz pierwszy dotknęłam improwizacji – na drugim roku studiów. Brałam udział w warsztatach z członkami grupy „Kwik” – Kameralna Wielka Improwizacja Kabaretowa, którzy obecnie tworzą „Improkrację”.  Myślę, że to wtedy właśnie ziarno zostało zasiane. W okresie studenckim przychodziłam na ich spektakle i odkryłam jak interesującą i rozwijającą dziedziną jest improwizacja. Myślę, że to zdecydowanie brakujący element w programie edukacji aktorów w szkołach teatralnych.

⊕: Pamiętam jak ktoś z zespołu IMPRO ATAK! powiedział kiedyś takie zdanie: „ Żeby robić razem impro trzeba się lubić”. To prawda?

Myślę, że zdecydowanie tak. Impro jest specyficzną formą aktorstwa. Tutaj nie masz dwóch miesięcy na przygotowanie roli. Robisz to natychmiast. Wobec tego postać, którą tworzysz tu i teraz jest sumą twojej wyobraźni i twojego samopoczucia danego dnia. Podobnie jest z budowaniem  relacji na scenie. Prywatne spięcia między grającymi wytwarzają energię, która prędzej czy później przełoży się na scenę. Gdybyśmy się nie lubili byłoby nam po prostu dużo trudniej.

⊕: A czym jest dla ciebie impro? To ważny element twojego życia?

Aktualnie to połowa, a może nawet większość mojego życia zawodowego. Zatem wychodzi na to, że jest dość istotne 🙂 A czym dla mnie jest… bardzo lubię to robić. Najbardziej, kręci mnie to, że tutaj nie ma momentu, w którym mogę powiedzieć: „Już wszystko wiem. Jestem najlepszą improwizatorką”. To jest nieustanny rozwój, ciągłe zdobywanie nowych umiejętności, stałe zaskakiwanie się i odkrywanie nowego.

⊕: A kto jest twoim guru impro, ideałem do którego chciałabyś dążyć?

Ciężko wskazać jedną osobę. Na całym świecie jest wiele fantastycznych grup, czy indywidualności, które szczerze zachwycają. Brytyjska grupa ”The Showstoppers” to dla mnie ideał improwizowanego musicalu. Z kolei sceny grane przez amerykański duet Colleen Doyle i Jasona Shots`a ogląda się jak świetnie napisany film. Do tego chciałabym dążyć.

⊕: A którą z improwizowanych form lubisz najbardziej?

Zdecydowanie jestem fanką długich form. Nie ma tu większego znaczenia czy to jest komedia romantyczna, kryminał czy musical – choć w tym ostatnim dochodzi uwielbiany przeze mnie czynnik muzyczny. Jednak wszystkie te formaty sprowadzają się w gruncie rzeczy do jednego – relacji. I to chyba kręci mnie najbardziej. Ludzkie relacje, które rozwijają się i zmieniają w zależności od okoliczności, środowiska czy postępujących zdarzeń.

⊕: Co jest najtrudniejsze w improwizacji?

Myślę, że tak ogólnie dla większości improwizatorów najtrudniejsze jest słuchanie. Musisz wyzbyć się swojej naturalnej aktorskiej próżności i całkowicie skupić się na partnerze. Jeśli chodzi o mnie – zdarza mi się czasem , że nie potrafię wyłączyć myślenia. Tak bardzo „nasadzam” się na to, żeby zagrać coś dobrze, że tracę luz i spontaniczność. Ale pracuję nad tym! Poza tym, żeby być dobrym improwizatorem, trzeba być dobrym obserwatorem życia. Później tylko wziąć je pod lupę na scenie – okazuje się wtedy, że otaczająca nas rzeczywistość jest naprawdę zabawna!

⊕:  Jeśli chodzi o krótkie formy, pamiętasz jakieś najdziwniejsze zadanie, które dostałaś od publiczności?

Widzowie bywają tak kreatywni, że nie sposób wszystkiego zapamiętać. Ale w pamięci utkwiła mi postać słonecznika, którego nie chce zapylić żadna pszczoła…

⊕:  Teraz nieco z innej beczki…Mogłabyś opisać się w trzech, może pięciu słowach?

Na pewno jestem optymistką i obserwatorką. Należę też do osób bezkonfliktowych.

⊕: A jakie masz pasje poza impro, co robisz w wolnym czasie?

Uwielbiam książki i dobre filmy. Nie potrafiłabym też żyć bez otaczającej mnie muzyki – dużo radości daje mi śpiewanie i brzdąkanie na pianinie. Tak – brzdąkanie 🙂 A dla ciała bieganie i rower, najlepiej w pięknych okolicznościach fauny i flory. Trochę tęsknię za górami. Pochodzę ze śląska, gdzie Beskidy miałam na wyciągnięcie ręki…

⊕: No właśnie, jesteś ze Śląska, ale swoje życie już związałaś z Łodzią. Tutaj planujesz zostać na stałe?

Taki jest plan, choć wiadomo jak to z planami bywa… W każdym razie w Łodzi czuję się wspaniale. Uwielbiam to miasto i póki co nie zamieniłabym go na żadne inne!